Tak nam dobrze, tak nam miło
Rząd uparcie powtarza, iż Polskę omija kryzys, że jesteśmy zieloną wyspą wzrostu na czerwonym morzu europejskiej recesji. Premier deklaruje, iż Polska nagle może już stać się altruistką i aktywnie włączyć się w pomoc dla bankrutującej Grecji, a dzień później Międzynarodowy Fundusz Walutowy uznaje, że w zasadzie można przestać pomagać Polsce. Wszystko to brzmi niczym bajka, ale dzieje się naprawdę… niestety nie widać, aby te wspaniałe nowiny i buńczuczne propozycje miały jakiekolwiek przełożenie na kraj, w którym każdy z nas wiedzie swoje życie. Między poziomem życia Polaka sprzed dwóch lat – kiedy to wlekliśmy się w europejskim ogonie, a obecnym poziomem życia – kiedy to nagle wszyscy (z hurraoptymistycznym premierem na czele) twierdzą, że staliśmy europejskim prymusem, nie widać żadnej zmiany, a już na pewno zmiany na lepsze.

Dodatkowo warto zdać sobie sprawę, że w czasach powszechnej globalizacji, w chwili kiedy świat zmienia się w jeden wielki organizm, na którym problemy jednego organu natychmiast dają się odczuć w całym ciele, to czasy, gdy Polska niestety staje się coraz bardziej i bardziej zależna od kondycji swoich sąsiadów. Oczywiście broni nas jeszcze trochę wstrzymywanie się z przyjęciem euro- gdybyśmy już je mieli, to najprawdopodobniej tak jak wcześniej bylibyśmy teraz na szarym końcu pogrążonej w recesji Europy -, jednak nie jest to środek wystarczający, aby nie odczuwać problemów naszych sąsiadów. Prostym przykładem może być tutaj hurtownia odzieży, firma taka powinna obecnie z racji niskiego kursu złotówki radzić sobie doskonale i zapełniać nowe rynki, odbierając klientów pogrążonym w recesji firmom zagranicznym. Jednak jest pewne, ale… zachodni klient preferuje odzież markową (np. bieliznę chantelle) nad tanią chińską produkcję (i to nawet wtedy, gdy gospodarka jego kraju ledwo zipie). Tymczasem w Polsce (gdzie na tle Europy produkcja jest teraz najtańsza i najbardziej rentowna) firma Chantelle likwiduje swój zakład, gdyż w ramach walki z kryzysem i troską o swoje rdzenne zakłady, najlepiej zamknąć zakład w Polsce. Polacy przecież i tak sobie radzą. W efekcie mamy bezrobotnych, mamy hurtownię, która nie może być konkurencyjna, gdyż musiałaby sama zaopatrywać się w kraju, w którym produkcja jest droga i nieopłacalna, a nasi sąsiedzi produkują produkty, których nie tylko nikt od nich nie kupi (za taką cenę), nawet oni sami. Co już byłoby zgoła irracjonalne. Takich przykładów można by mnożyć bez liku. Oczywiście zwalniani ludzie mają szansę tworzyć własne biznesy, gdyż dzięki atrakcyjnej walucie możemy obecnie wiele, ale…ilu ich będzie i czy aby na pewno jesteśmy krajem, który powinien obecnie zacząć dźwigać Europę, skoro jedyne nasza szczęście polega na tym, że nie przyjęliśmy ich waluty?
