Home » kultura

Halloween – Rob Zombie wraca do formy

12 października 2009 No Comment

Zdecydowanie wolę Roba Zombiego jako twórcę muzyki niż reżysera i scenarzystę. Jego utwory były wykorzystywane w soundtrackach wszystkich części Matrixa i świetnie komponowały się z kreowanym tam światem. Z karierą twórcy filmowego szło mu dużo gorzej – Robuś ma na koncie dwie produkcje: beznadziejny „Dom 1000 ciał” i jego jeszcze gorszą kontynuację „Bękarty diabła”. Oba tytuły to typowe firmy gore – krew na ścianach, nóż w bebechach itd. Dobra rzeźnia na ekranie jest dla mnie zawsze mile widziana, ale Robie jakoś sobie nie radził z podejściem i usiłując być bardziej krwawym, histerycznym, realistycznym i groteskowym od swych poprzedników wpadał w pułapkę własnych ambicji i tworzył obrazy niesmaczne nawet dla mnie. Dlatego z podchodziłem z dużym dystansem do jego ostatniego dzieła i z satysfakcją stwierdzam – przyjemnie się rozczarowałem.

Ale oddajmy cesarzowi, co cesarskie – Rob nie jest twórcą „Halloween”, lecz dostał szansę na opowiedzenie tej krwawej sagi od początku, co w ostatnich latach stało się nagminne. Pierwowzór powstał w roku 1978, a stał za nim John Carpenter, ówczesny książe (król to za duże słowo) kina klasy B. Film doczekał się licznych i założenia coraz gorszych, kontynuacji. Robie dostał sprawdzony patent i przepuścił go przez swój zwichrowany umysł i oto mamy nowe „Halloween”.

Rob zdecydowanie wyszedł poza swój dotychczasowy schemat i zrobił film o wiele głębszy od poprzednich, który można analizować na kilku płaszczyznach. Oto miasteczko Haddonfield i urocza familia Mayersów. Mama Mayers jest striptizerką w lokalnym klubie, dorabiającą na boku… jednym boku, drugim boku, plecach i w innych konfiguracjach horyzontalnych. Córcia Mayers – lat 16, seksualnie wyzwolona (przypuszczam, że po mamusi) nastolatka, wzywający styl bycia, ubiór, słownictwo i libido. Konkubent Mayers – urocze indywiduum, trzeźwy ostatni raz był gdzieś w okolicy 1967, w wyniku jakiś libacyjnych perturbacji – zagipsowany na większości ciała. Judith Myers – jeszcze nieprzejawiająca zachowań patologicznych, ale ma dopiero trzy miesiące wiec wszystko przed nią. I ulubieniec tłumów, faworyt widzów: Michael Myers, lat dwanaście, hobby – patroszenie żywcem zwierzątek wszelakich. W takiej rodzinie niewiele trzeba, aby zmienić człowieka w potwora i będziemy mieli okazję z perwersyjną satysfakcją, obserwować jak przebiega ten proces. 31 października, szkolny chuligan postanawia udowodnić Michaelowi kto jest większym ważniakiem. Młody Mayers nie zostawia tego bez odzewu – dopada swego dręczyciela na nieuczęszczanej parkowej ścieżce i przy pomocy solidnego konara zmienia głowę swej ofiary w mielonkę. Upojony nowym uczuciem i własną potęgą, wraca do domu i z zimnym wyrachowaniem zmienia go w rzeźnię – na pierwszy ogień idzie maminy gach, potem siostrzany gach i wspomniana siostra. Powracająca z pracy matka znajduje go z na schodach domu, niańczącego słodko śpiącą, najmłodszą Mayerównę. Zaczyna się kolejny rozdział w życiu Michale – szpital psychiatryczny. Spędzi tam kolejne 15 lat, stając się największym wyzwaniem dr Sama Loomisa, dla którego będzie szansą na zrozumienie natury i pochodzenia zła. Dorosły Michael postanowi w końcu opuścić szpital, bynajmniej nie w biurokratyczny sposób i wrócić do starych nawyków.

Z pewnością siła filmu tkwi w aktorach; Daeg Faerchgrający nastoletniego Micheala Myersa jest absolutne rewelacyjny – przerażający, wyalienowany, małoletni, zimny psychopata. Wystarczy jeden rzut oka i żaden normalny rodzic nie pozwoliłby swemu dziecku na wspólne spędzanie z nim czasu. Malcom McDowell jako psychiatra dr Sam Loomis to oczywiście klasa sama w sobie, ale jest to aktor bardzo pracowity, mający w swoim portfolio ponad sto ról kinowych i serialowych. Reszta obsady również staje na wysokości zadania i wszystkie kluczowe dla fabuły postacie są obsadzone z głową. Film ma również świetne zdjęcia – kamera jest ciągle w ruchu – Rob potrafi doskonale budować czytelne i pełne napięcia obrazy; jego naturalistyczne tworzenie kompozycji kadru, które było tak meczące w poprzednich produkcjach, tu jest wykorzystane w bardziej stonowanym stylu, co procentuje świetnymi zdjęciami.

Film wychodzi poza ramy typowego horroru gore – ukazanie psychologicznego aspektu Micheala, pokazanie jak pogrąża się w szaleństwie, jak zmienia się jego osobowość podczas daremnych sesji z dr Lommisem, nadaje szerszego kontekstu jego zbrodniom. Jego obsesja na tle masek i nienawiść do własnej twarzy, coraz głębsze odcinanie się od świata i autystyczne postrzeganie rzeczywistości tworzy psychopatę z krwi i kości i pozwala na zupełnie inny odbiór tego filmu – szczególnie osobom z wykształceniem pedagogicznym lub psychologicznym.

Reasumując – gratuluje panie Zombie, uczynił pan krok w dobrym kierunku i z niecierpliwością czekam na więcej.

brak podobnych artykułów

Leave your response!

Add your comment below, or trackback from your own site. You can also subscribe to these comments via RSS.

Be nice. Keep it clean. Stay on topic. No spam.

You can use these tags:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>